Lubisz styl Emily z Paryża? Ja uwielbiam jego kolor, odwagę i lekką przesadę, ale najlepiej czuję się wtedy, gdy z serialowego klimatu zostaje inspiracja, a nie gotowy kostium.
Co najbardziej kojarzy mi się ze stylem Emily?
Najmocniej działają na mnie trzy rzeczy: intensywne kolory, ciekawe proporcje i dodatki, które nie próbują znikać w tle. Nie chodzi jednak o to, żeby za każdym razem łączyć różową marynarkę, wzorzystą spódnicę i beret w jednym zestawie. Taki miks może wyglądać efektownie na ekranie, ale w codziennym życiu szybko robi się mało praktyczny.
Dlatego najczęściej wybieram jeden mocny akcent, a resztę stylizacji uspokajam prostszymi fasonami. W ten sposób łatwiej wykorzystać rzeczy, które już masz w szafie: kolorowy żakiet, satynową bluzkę, spodnie z wysokim stanem albo małą torebkę o ciekawym kształcie.
Jak się ubrać jak w serialu Emily w Paryżu bez przesady?
Na początek widzę tu zestaw z krótką marynarką w kolorze malinowym albo kobaltowym, prostym topem w odcieniu kremowym i spodniami z wysokim stanem. Dół może być szeroki, ale wtedy marynarka powinna kończyć się mniej więcej na wysokości bioder, żeby sylwetka nie została całkowicie przykryta.
Do tego dobrałabym mokasyny na niewysokiej podeszwie i małą torebkę noszoną blisko ciała. Całość ma paryski charakter dzięki kolorowi, lecz nie wygląda jak stylizacja wyjęta z planu serialu. Jeśli nie masz kolorowej marynarki, podobny efekt da intensywna apaszka przewiązana przy szyi albo torebka w odcieniu fuksji.
Kolorowa spódnica i spokojna góra
To jeden z prostszych sposobów na wprowadzenie serialowego klimatu do garderoby. Wybieram spódnicę midi w kwiaty, groszki albo geometryczny wzór, a do niej gładki sweter z cienkiej dzianiny. Przy wyrazistym dole nie dokładam już mocno zdobionej bluzki, bo wzory zaczynają ze sobą konkurować.
- spódnica midi z lejącego materiału,
- gładki sweter z okrągłym dekoltem,
- botki na stabilnym obcasie albo baleriny,
- mała torebka w kolorze powtarzającym jeden detal ze spódnicy.
Najbardziej podoba mi się tu możliwość zmiany charakteru zestawu. Baleriny i krótki kardigan sprawiają, że stylizacja jest miękka i codzienna, natomiast botki oraz marynarka dodają jej miejskiego pazura. Sama uważałabym na bardzo cienką satynę w spódnicy, bo łatwo się gniecie i potrafi podkreślić każdą nierówność materiału.
Beret, płaszcz i jeden mocny detal
Nie każda stylizacja musi opierać się na kolorowym ubraniu. Czasem wystarczy granatowy albo czerwony beret, klasyczny płaszcz o prostym kroju i szalik w kontrastowym kolorze. Taki zestaw jest spokojniejszy, ale właśnie dzięki dodatkowi zyskuje charakter.
Pod płaszczem widzę golf, jeansy z prostą nogawką i skórzane botki. To połączenie dobrze działa jesienią, kiedy liczy się nie tylko wygląd, lecz także komfort podczas chodzenia, czekania na autobus czy szybkiego załatwiania spraw na mieście. Beret nie pasuje każdemu i czasem zsuwa się przy gładkich włosach, więc nie traktuję go jako obowiązkowego elementu. Podobny efekt daje wzorzysta apaszka zawiązana przy uchu torebki.
Satynowa bluzka z codziennymi jeansami
Ten zestaw lubię za kontrast. Satynowa bluzka w kolorze szmaragdowym, fioletowym albo różowym wygląda kobieco, ale jeansy z wysokim stanem zdejmują z niej formalność. Przy takim połysku wybieram denim o prostym fasonie, bez dużych przetarć i dodatkowych ozdób.
Do całości pasują czółenka z małym obcasem, baleriny z noskiem w szpic albo białe sneakersy, jeśli zależy mi na większym luzie. Złote kolczyki i niewielka torebka wystarczą, żeby stylizacja nie zrobiła się przeładowana. Satyna ma jednak swoją mniej wygodną stronę: szybko pokazuje zagniecenia, więc nie jest moim pierwszym wyborem na bardzo długi dzień poza domem.
Wzorzysta sukienka w miejskim wydaniu
Jeśli w szafie masz sukienkę w kwiaty, kratkę lub drobne serduszka, nie musi czekać wyłącznie na specjalną okazję. Łączę ją z krótkim kardiganem albo skórzaną kurtką, a do tego dobieram proste obuwie. Najważniejsze jest dla mnie przełamanie romantycznego charakteru sukienki czymś bardziej codziennym.
Latem sprawdzają się płócienne espadryle i torebka koszykowa, a jesienią kryjące rajstopy, loafersy oraz krótki płaszcz. Przy mocnym princie unikam dużych kolczyków i bardzo dekoracyjnej torebki, bo wtedy każdy element chce grać pierwsze skrzypce. Jeśli sukienka ma luźny fason, zaznaczam talię cienkim paskiem, ale przy kroju dopasowanym nie dokładam już kolejnej warstwy w tym miejscu.
Małe zmiany, duży efekt
Najbardziej przekonuje mnie to, że klimat stylu Emily w Paryżu można budować stopniowo. Ta sama para jeansów może wyglądać zupełnie inaczej z kolorową marynarką, satynową bluzką albo zwykłym białym T-shirtem i wyrazistą apaszką.
Nie potrzebuję całej garderoby w intensywnych barwach. Czasem wystarczy jeden czerwony beret, torebka w odcieniu kobaltu albo buty z ciekawym noskiem, żeby prosty zestaw nabrał energii. Właśnie tak rozumiem pytanie, jak się ubrać jak w serialu Emily w Paryżu — nie przez kopiowanie konkretnych ubrań, tylko przez odwagę w łączeniu koloru, fasonu i dodatków po swojemu.